WOMENOMICS DAILY NEWS
Temat miesiąca
7. Luty 2019

Nie mamy podziału na życie prywatne i zawodowe – mówią twórcy SIŁACZEK

Marta Dzido i Piotr Śliwowski są autorami i producentami filmu „Siłaczki"", a także twórcami m.in. głośnego i nagradzanego dokumentu o bohaterkach rewolucji Sierpnia 80 ""Solidarność według kobiet""pierwszego polskiego filmu dokumentalnego współfinansowanego z crowdfundingu. Są zgranym duetem i w życiu zawodowym i prywatnym.

Women Power Media: Macie intensywny czas. Podróżujecie z promocją „Siłaczek”, które zostały świetnie przyjęte. Co słyszycie bezpośrednio od widzów na pokazach filmu?

Marta Dzido: Na premierze „Siłaczek” – 28 listopada w Warszawie – było prawie tysiąc osób, czego się nie spodziewaliśmy. Musieliśmy zorganizować dodatkowe seanse tego dnia. Po premierze ruszyliśmy z promocją filmu w Polskę – Kraków, Wrocław, Piła, Poznań, Gryfino, Szczecin, Lublin, Gliwice. Ludzie są filmem poruszeni niezależnie od wieku. Byłam zaskoczona, jak młodzież z liceum, która przyszła na film w ramach lekcji historii, była na seansie uważna.

Piotr Śliwowski: Organizatorki pokazu przygotowały konkurs z pytaniami dotyczącymi bohaterek filmu – na widowni las rąk. Nauczycielki powiedziały, że po raz pierwszy były świadkami tego, że uczniowie obejrzeli film w skupieniu, a podczas seansu nie świecił żaden smartfon. To dla nas potwierdzenie, że film przykuwa uwagę.

Marta Dzido: Współczesne aktywistki, które obejrzały film, mówią, że jest on budujący. Przyznają, że mają momenty zwątpienia, że tyle lat walczymy o to samo, a po obejrzeniu filmu nabrały energii, wiatru w żagle. Mamy prawdziwe bojownice w historii – ten film to pokazuje i daje inspiracje kobietom.

Sprawcze kobiety są w Waszej twórczości bardzo obecne. Nakręciliście „Solidarność według kobiet”, teraz „Siłaczki”. Ty, Marta, piszesz i wątek kobiecy jest obecny w Twoich książkach. Jak to się u Was zaczęło? Jak te kobiety do Was przyszły?

MD: Dla mnie to się nie zaczęło. To zawsze było. Jestem kobietą i z takiej perspektywy patrzę na świat. Jak byłam w szkole, to pamiętam, że nie interesowała mnie historia. Tam były wojny, daty, skutki wojen, przesunięcia granic. A kiedy zaczęłam się interesować historią jako dorosła osoba, to okazało się, że to są interesujące historie ludzi, ale niekoniecznie tych, którzy byli na świeczniku i wydawali rozkazy, a my o nich nic nie wiemy.

PŚ: Dla mnie podejmowanie tematyki kobiecej to naturalny proces. Jestem dokumentalistą i to jest moja powinność, aby kierować kamerę na tematy, które nie są poruszane. Wielokrotnie się zdarzyło, że na projekcji filmu czy debacie byłem jedynym mężczyzną na sali. Siłą rzeczy byłem pytany, jak to możliwe, że jako mężczyzna podejmuję takie tematy. To dla mnie absolutnie naturalne. Tworzymy partnerski związek, w którym wychowujemy córkę, już pełnoletnią, która ma z nami dobry kontakt, co dla nas jest ważne, bo pokazuje, że w całej tej gonitwie zawodowej potrafiliśmy zadbać też o tę sferę życia. Ja byłem wychowany tylko przez mamę, nie miałem męskiego wzorca. Moja mama była Solidarnościówą, pielęgniarką i samarytanką, nauczyła mnie wrażliwości i stawania po stronie słabszych.

**Tworzycie duet w życiu zawodowym i prywatnym –**to wymagało ustalenia jakichś zasad, żeby te 24 godziny na dobę być ze sobą i to być też twórczo?

PŚ: Ja nie wyobrażam sobie być z osobą, z którą nie dzielę pasji i życia zawodowego. Kiedy Marta wydała swoją pierwszą książkę, to wyjeżdżała na jej promocję sama, wracała i opowiadała, jak było. Ale sama te autorskie spotkania przeżywała i w nich uczestniczyła. Odkąd razem robimy duże dokumenty, czyli od 2010 roku, żyjemy nimi i żyjemy z nich. I to jest taka składowa naszego życia, która nas napędza. Ufamy sobie, mamy jakiś podział obowiązków. Tworzymy duet, w którym cechy naszych osobowości i charakteru się uzupełniają.

Uzupełniają – czyli jesteście różni?

MD: Bardzo! Dzięki temu nasza współpraca jest na innym poziomie. Właściwie u nas nie ma tak, że tu jest życie prywatne, a tu zawodowe, to wszystko to jest po prostu nasze życie. Praca jest dla nas cały czas wyzwaniem, poznawaniem nowych ludzi, stawianiem siebie w nowych sytuacjach, podróżowaniem.

PŚ: Te podróże to ważny element różnorodności. Z jednej strony ośrodki akademickie, przedstawicielstwa dyplomatyczne RP, a po drugiej spotkania z opiekunami osób niepełnosprawnych czy kołami gospodyń wiejskich w gminach.

MD: To co cenię w naszym życiu, to przenikanie się. My się rozwijamy z każdym filmem. Przed Downtownwspółtworzyliśmy wspólnie kanał TVP Kultura, realizowaliśmy reportaże, czyli mniejsze formy filmowe. Nasze życie to fascynująca przygoda. Nie powtarzamy się. To, że dużo podróżujemy, bywa wykańczające. Piotr jest bardziej ekstrawertyczny i nie ma problemu, żeby funkcjonować cały czas w spotkaniach i rozmowach z ludźmi. Ja potrzebuję się wyciszyć. I kiedy ostatnio miałam ten czas wyciszenia, to dotarło do mnie, że uwielbiam to, co robię, co daje mi możliwość spotykania niesamowitych ludzi, za co nie muszę płacić, a wręcz na tym zarabiam. Zawsze marzyłam, żeby zwiedzać świat, poznawać ludzi i to się dzieje.

PŚ: A przy tym mamy poczucie, że robimy coś dobrego dla ludzi, dla świata. Pamiętam, jak na jednym z pierwszych pokazów Siłaczekwe wrocławskim Dolnośląskim Centrum Filmowym po projekcji odbyła się dyskusja z udziałem widzów. Wstała młoda dziewczyna, studentka i powiedziała, że dla niej 11 listopada to smutne święto, które pokazuje, jakim Polska jest podzielonym narodem. Dodała też, że właściwie i ona, i jej znajomi ze studiów przygotowują się do tego, żeby wyjechać z kraju i gdzie indziej układać sobie życie. Ale po tym filmie zmieniła zdanie – poczuła się dumna z tego, że jest Polką. Powiedziała, że widzi, ile jest do zrobienia w Polsce, że czuje się patriotką i nie chce wyjeżdżać, lecz działać na rzecz Polski. Kiedy to usłyszałem – myślałem, że spadnę z krzesła. Dostała burzę oklasków. To było niesamowite doświadczenie. Cały czas dostajemy informacje zwrotne, że ten film jest motywujący, że dostarcza dużo wzruszeń. Poczucie, że wpływasz na ludzi, na ich świadomość i decyzje, na to, że wiedzą komu zawdzięczamy to, gdzie żyjemy – to jest dla nas najfajniejsza nagroda.

Wasze filmy wzbudzają w ludziach emocje. Czujecie się artystami?

MD: To trudne pytanie. Ja zawsze mówię, że jestem dokumentalistką. Jest jeszcze takie pojęcie jak reżyserka, ale my jednak nie kreujemy, a dokumentujemy. Chociaż w Siłaczkachposzliśmy krok dalej, to jednak wszystko było na bazie faktów.

PŚ: Jesteśmy twórcami. Zaczynamy teraz myśleć o zrobieniu serialu z HBO lub Canal+ o polskich sufrażystkach właśnie. To, co pokazaliśmy w Siłaczkach, to takie muśnięcie tematu, a pod tymi naszkicowanymi przez nas postaciami kryją się niesamowite wielowątkowe historie – sensacyjne, miłosne, wojenne i takie z wątkami terrorystycznymi. To doskonały materiał na serial. I to jest teraz nasz cel, choć nie chcielibyśmy realizować go w takich parametrach jak Siłaczki. Zwykle za produkcją filmu stoi kilkanaście osób, a tu we dwójkę stoimy za reżyserią, montażem, organizacją produkcji, rozliczeniami, wnioskami na dotacje, dystrybucją. Odpowiadamy za to wszystko we dwójkę. To jest wyczyn, który pokazuje, jak jesteśmy zdeterminowani, pracowici i dobrze zorganizowani. Tak jak Marta wspomniała, mamy różne cechy i one wpłynęły na naturalny podział obowiązków. Ja jestem od tego, żeby pomysł został zrealizowany zgodnie z naszymi zamierzeniami twórczymi. Pozyskuję sojuszników projektu, koproducentów, współpracowników, wykonawców, negocjuję umowy, wynagrodzenia, wynajmy *–*wszystkie sprawy, które wymagają umiejętności interpersonalnych, biorę na siebie. A jednocześnie razem dyskutujemy nad scenariuszem, sposobem realizacji scen, wspólnie wybieramy aktorów, lokacje.

Co Wam ta praca powiedziała o Was nawzajem i o Waszym duecie?

PŚ: Ja się nauczyłem tego, żeby szanować wszelkie niedoskonałości mojej partnerki i zawsze wykorzystywać to, w czym jest najlepsza. Zamiast cisnąć na siłę, gdzie mnie się wydaje, że byłoby najlepiej. Uważam też, że nie jest dobrze, by trzymać się kurczowo podziału obowiązków, bo są czasem cięższe, bardziej dolegliwe dni. Jestem zdania, że kobieta powinna mieć raz na 21 dni ustawowo wolne i płatne trzy dni urlopu zdrowotnego.

MD: To może sobie kiedyś taki ustalimy? [śmiech]

PŚ: Tak jak mężczyzna powinien mieć dzień wolny na żądanie, bo być może gwiazdy spadają, albo ryby biorą. Powinny być takie otwarte furtki, żeby czuć się komfortowo. My jesteśmy elastyczni. Jak ja padam chory, to wiem, że Marta ogarnie wszystko. I odwrotnie.

MD: Mamy w tej pracy dużą wolność, ale też wiemy, z czym ona się wiąże. Mogę nie zdążyć wstać na 9.00, albo iść biegać o 13.00, ale jeśli z czymś nie zdążę przez to, wiem, jakie będą konsekwencje dla nas obojga. Przy Siłaczkachbyła ogromna presja, żeby zdążyć z premierą na 28 listopada, a jeszcze we wrześniu trwała akcja crowdfundingowa na to, żeby go dokończyć. W październiku robiliśmy dokrętki. To wszystko trwało non stop *–*montaż, dokrętki, zbieranie pieniędzy. W końcu nadeszła premiera. Pamiętam jedną z projekcji, w Poznaniu. Podczas napisów końcowych, jeszcze w ciemnej sali, staliśmy z Piotrem przy scenie, bo mieliśmy wyjść i podziękować widzom, nieoczekiwanie podbiegła do mnie obca osoba, zapytała *–*czy to ja – i mnie przytuliła. Cała drżała, była w ogromnych emocjach. Nic nie powiedziała, ale dla mnie to było niesamowite. Poczułam wtedy, że nasza praca miała sens. Przez te wszystkie lata nauczyliśmy się tego, żeby nie dążyć do perfekcjonizmu, bo mieliśmy takie zapędy. Teraz wiem, że robimy wszystko najlepiej jak umiemy.

Jaki jest przepis na udany duet w domu i w pracy?

MD: Ciężka wieloletnia praca z drugim człowiekiem [śmiech]. Ja w ogóle uważam, że miłość i bycie w związku to też jest ciężka harówa, wymagająca dużej elastyczności, otwartości, dawania sobie zaufania, bycia blisko, ale bez zagarniania. Doświadczam tego, pisząc książki. Mogę sobie pozwolić na wyjazd na trzymiesięczne stypendium do innego miasta i tam napisać powieść, podczas gdy mój partner zostaje w domu z siedmioletnim dzieckiem. Nie ogranicza mnie, ale wspiera.

Marta ma książki, a Ty masz coś wyłącznie Twojego?

PŚ: Ja jestem ogromnie zafascynowany światem, czerpię przyjemność z wielu źródeł, mam wiele pasji – nauka, ekonomia, historia, polityka, astronomia. Wciąż eksploruję świat. Wracając do wypowiedzi Marty o tym przepisie na udany duet *–*to, co ja uważam za fundamentalne, by zrozumieć się w związku, to sposób komunikowania się. Marta już wie, że nie może oczekiwać, że ja się domyślę. Musi mi powiedzieć, że ma urodziny albo że chce, żebym ją przytulił.

MD: No to jest przegięcie [śmiech].

PŚ: No może trochę przegięcie [śmiech], ale chcę podkreślić, jak ważna jest dobra komunikacja. Jej brak rodzi wiele konfliktów.

MD: Jeszcze chcę dodać, że ważne jest, aby w relacji nie popaść w schematyczność. Piotr, po 22 latach znajomości, potrafi mnie rozśmieszyć, zaskoczyć i zadziwić. Myślę, że to jest ważne i stymulujące twórczo. Naszą pracę charakteryzuje pewna nieprzewidywalność. Przychodzi dziewczyna na nasz plan zdjęciowy, żeby uczesać sto dziewczyn i jest zdziwiona, że to jest taki anarchistyczny plan zdjęciowy, nie przypomina tego z wysokobudżetowych produkcji. Taki anarchoprofesjonalizm. Nie ma busa z napisem make up, catering zapewniamy sami, o 5 rano robimy z Piotrem kanapki dla ekipy. Jest chaos, w którym wszystko działa. Jest w tym metoda.

PŚ: To jest bardzo uporządkowany chaos. Choć na planie zdjęciowym pracowało kilkadziesiąt osób, to nie doszło do żadnego wypadku, ani straty, a plan zdjęć zrealizowaliśmy z dużym naddatkiem. Współpracownicy biorący udział w dużych fabularyzowanych produkcjach byli pod wrażeniem naszego tempa pracy i jej efektu ekranowego.

MD: Dużą wagę przykładamy do atmosfery na planie. Jeden z aktorów powiedział nam, że pierwszy raz się spotkał, żeby reżyserzy z takim szacunkiem traktowali ekipę. Dodał, że jest nam wdzięczny, bo po raz pierwszy w swojej ponad 40-letniej karierze doświadczył takiego traktowania. Myśmy się tego nigdzie nie nauczyli, bo nie pracowaliśmy na innych planach. To jest nasz standard. To wypracowaliśmy. I to jest fajna nagroda dla nas, że ktoś tak mówi.

Macie podział na złego i dobrego policjanta?

PŚ: No tak! Marta jest dobrym, a ja złym policjantem. Ja jestem od spraw prawnych i finansowych.

MD: Ale to, co ważne, my się staramy nie pokazywać, że jesteśmy razem. Często ludzie orientują się po dłuższym czasie. Mamy inne nazwiska i poza tym nie dajemy odczuć, że łączą nas pozazawodowe relacje. Ostatnio, po 10 latach wspólnej, pracy autor zdjęć do naszych filmów, Michał Wiśniowski, powiedział nam, że dopiero na planie Siłaczekpo raz pierwszy zobaczył, jak się dotknęliśmy. I to już po zakończeniu zdjęć.

Taki reżim jest trudno utrzymać?

MD: Nie, mamy to wpojone. Nikt się nie musi przed niczym hamować, ani niczego udawać.

PŚ: W pracy jesteśmy w pracy. Skupieni na celach. To profesjonalne.

Jak wygląda Wasz proces przygotowań do pracy nad danym projektem? Kto kogo inspiruje? Macie podział zadań?

PŚ: Praca wygląda tak, że przegadujemy temat. Marta siada do bibliotek, szuka, potem przegadujemy to, co ciekawego uda jej się wynaleźć. Rozmawiamy o tym, jakie wątki będą nośne. Marta siada, pisze scenariusz, a ja w tym czasie zajmuję się szukaniem na to pieniędzy, sprzętu, ludzi.

MD: Ja jestem od takiej dłubaniny. Mrówczej, samotnej pracy. Teksty, archiwa. Wspólnie decydujemy co z tego wybrać. Piotr ma umiejętności, których nie mam ja. Poszliśmy do Teatru Narodowego, gdzie chcieliśmy wypożyczyć kostiumy dla całej ekipy. Wybraliśmy je, trwało to kilka godzin, podliczono nas na sześć tysięcy złotych. Ręce nam opadły do samej ziemi, westchnęliśmy, a Piotr powiedział *–*za pięć minut przyjdę. Wraca i mówi – będziemy mieli te kostiumy za darmo, tylko musimy wpłacić kaucję. Przez pięć minut przekonał dyrekcję Teatru do naszej idei, do tego, jak bardzo potrzebujemy tych kostiumów do filmu i że nie mamy na to funduszy. I w dużej mierze ten film tak powstał.

Jak Ty to robisz?

PŚ: Przekonuję ludzi, że mogą być częścią czegoś ponadczasowego. Niczego nie udaję. Czasem uśmiecham się przez telefon. Bo wiem, że to słychać.

MD: My jesteśmy sobą cały czas, bez nadęcia, otwarci, normalni.

PŚ: I na równi traktujemy wszystkich, niezależnie od pozycji. To zaskakuje. Potem ludzie widzą, że my pamiętamy i w napisach końcowych umieszczamy wszystkich, włącznie z panią garderobianą i sprzątającą.

Zobacz jeszcze:
INSTAGRAM