WOMENOMICS DAILY NEWS
Temat miesiąca
17. Stycznia 2019

On miał być oficerem, ona złotnikiem. Dziś tworzą marketingowy duet.

Joanna i Jacek Kotarbińscy – marketerzy, zakochani w innowacjach i bacznie obserwujący trendy. Wrażliwi na obsługę klienta, procesy w marketingu i sprzedaży. Jak sami mówią: Nasze wyzwanie to możliwość współpracy przy ciekawych, a nawet trudnych projektach. Praca w duecie to dla nas coś normalnego, ale również wyjątkowego i nie wyobrażamy sobie innego modelu pracy. Lubimy to, co robimy!

Women Power Media: Jesteście małżeństwem, które razem pracuje. Ty, Joanna, napisałaś nam — działamy w duecie, ale jesteście pierwsze, które do nas piszą z propozycją rozmowy na ten temat.

Joanna Kotarbińska: Kiedy ludzie dowiadują się, że razem pracujemy, to pytają, jak to jest możliwe. Poszukują rady, bo również by chcieli ze swoją partnerką czy partnerem stworzyć duet w biznesie.

WPM: Jacku, w tym duecie Ty bardziej błyszczysz, jesteś na scenie, Joanna pełni funkcję wspierającą. O Waszej relacji zawodowej dowiedziałyśmy się, kiedy przeczytałyśmy Twój wpis, Joanna, że Jacek wyjeżdża, a Ty w tym czasie będziesz robić korektę jego pracy doktorskiej.

Jacek Kotarbiński: Muszę Cię częściej pokazywać [śmiech].

Joanna: Fakty są takie, że pracujemy razem od samego początku naszej znajomości. Zawsze, kiedy Jacek wyjeżdżał, ja zostawałam ze wszystkimi sprawami. Na początku — wiele lat temu — to były telefony, stacjonarne. Mimo że miałam swoją pracę, zanim do niej wyszłam, odbierałam telefony w różnych sprawach zawodowych Jacka.

WPM: Jak to się robi, żeby wychodziło?

Joanna: Szybko znaleźliśmy na to odpowiedź...

Jacek: Nieważne jak jest między nami — praca to praca, dom to dom. To jest nasza fundamentalna zasada, pomimo tego, że jej nigdy nie ustalaliśmy. To wyszło naturalnie. Oczywiście akceptujemy, że jesteśmy ludźmi i może być różnie. Jesteśmy 29 lat małżeństwem, 30 lat się znamy. Wychodzimy z założenia, że praca musi być zrobiona, to kwestia szacunku do naszych klientów. Rzeczywistość jest brutalna, żadnego klienta nie obchodzi, jak jest między nami, interesuje go projekt, który go dotyczy.

WPM: Cofnijmy się do początków, o których wspomnieliście. Czym się wówczas zajmowałaś Joanna? I co wtedy Jacek robiłeś Ty, że tak często wyjeżdżałeś?

Jacek: Jestem praktykiem od samego początku. Zaczynałem od szkoleń z marketingu, zawsze zajmowałem się doradztwem, budowaniem strategii marketingowych, szkoleniami. Potrzebowałem wsparcia organizacyjnego, koordynacji umawiania spotkań, planowania logistyki. Joanna zawsze mówi — gdziekolwiek byś nie był, zawsze cię ściągnę do domu. Odkąd jest Facebook, to checkinuję się, żeby rodzina wiedziała gdzie jestem, że jestem bezpieczny. Nie mam telefonów z pytaniem, czy dotarłem na miejsce.

Joanna: Chciałam być złotnikiem. Zaczynałam w pracowni złotniczej, która urosła do dużego sklepu.

Jacek: Jest w tym dobra, mimo że prawie w ogóle nie nosi biżuterii.

Joanna: Pewnie dlatego, że dużo miałam z tą branżą do czynienia. Kocham kamienie, szczególnie opale, dlatego chcieliśmy mieszkać w Australii. Może jeszcze kiedyś wyjedziemy, bo nigdy tam nie byliśmy. Do tej pory mam tę jubilerską wiedzę. Na ulicy potrafię ocenić, czy ktoś ma na sobie biżuterię ze złota, nawet próbę potrafię jeszcze ocenić.

Jacek: Zawsze byłaś dobra w obsłudze klienta, a w branży jubilerskiej to było bardzo ważne.

Joanna: Musiałam znaleźć sposób na pracę z każdym. Przekrój był szeroki — od dziecka po staruszkę. Uważam, że to była najlepsza lekcja, jaką w życiu dostałam. Dość szybko odkryłam, jak to dobrze robić, żeby ta praca nie była dla mnie męczarnią. Klienci do mnie wracali. Dziś, kiedy pracuję z Jackiem, jest mi łatwiej. Zawsze i do każdego podchodzę z szacunkiem. Uważam, że każdy handlowiec powinien przejść taką szkołę.

WPM: Kiedy podjęliście decyzję, że razem pracujecie?

Jacek: W pewnym momencie ilość spraw, która się działa wokół mnie, była na tyle duża, że trzeba było zaangażować kolejne osoby w konkretne rzeczy — prowadzenie kalendarza, rozmowy z klientami, umowy. Było i jest tego sporo, a ja musiałem się skupiać na merytoryce. Nie mogłem zajmować się tak zwaną „bieżączką”. Kilka lat temu naturalnie nam wyszło, że zamiast zatrudniać kogoś z zewnątrz, tę pracę będzie wykonywać Joanna. To, co jest ważne i działa — to to, że się doskonale znamy i swoje silne czy słabe strony. Jeżeli pracujesz w małym zespole, to znasz się nawzajem, a zaufanie jest tutaj kluczowe.

Joanna: To się sprawdza przy podejmowaniu decyzji. Nie musimy wszystkiego konsultować. U nas odbywa się to szybko. Przy stylu pracy Jacka nie mogę sobie pozwolić, żeby coś odłożyć.

Jacek: Ludzi pozytywnie zaskakuje, że Joanna jest decyzyjna.

WPM: To jest siła tego duetu!

Jacek: Na pewno. Mówię ok, skoro podjęłaś taką decyzję, to działamy. Jeśli coś musimy skonsultować, a jesteśmy na odległość, to też szybko znajdziemy na to sposób. Dzisiaj jest tyle narzędzi komunikacyjnych, że to nie jest problemem.

Joanna: W ciągu doby zamykamy tematy. Upraszczamy sprawy. Pewne rzeczy już się dzieją z tzw. pakietu — wysłanie biogramu, zdjęć Jacka na konferencję. Czasem potrzebuję chwili, żeby wymyślić temat, z jakim Jacek może wystąpić.

Jacek: Rekord Joanny, to 20 tematów na moje wystąpienie, w kilka minut [śmiech].

Joanna: I ten dwudziesty został wybrany [śmiech].

WPM: Te pomysły na tematy wystąpień Jacka, to efekt tego, że tak weszłaś w marketing?

Joanna: Właściwie Jacka tym marketingiem zaraziłam. Kiedy się poznaliśmy, byłam na drugim roku reklamy. Jacek widział, co robię. Sam miał być oficerem. Zarządzania uczył się w wojsku. Ten marketing wyszedł ode mnie i stale w nim jestem. Mamy w domu wielką bibliotekę marketingową. Sięgamy po te same książki, mamy specyficzny sposób ich czytania. Najczęściej są to własne kolory zakreślaczy i robienie notatek. W efekcie, jak Jacek przygotowuje prezentację, to nie musi na przykład przeszukiwać literatury, może sprawdzić moje notatki.

WPM: Jesteście trochę odwrotnością obrazu Marca Chagalla pt. „Spacer”. Joanna stoi twardo na ziemi i trzyma Cię Jacek za rękę. Ciebie jako odlatującego ku niebu wizjonera.

Joanna: Tak, można tak powiedzieć. Jacek jest bardzo kreatywny i wiem, że trzeba to jakoś opanować, inaczej grozi nam chaos. Moją rolą jest mówić — nie zrobimy tego, nie teraz, zapisz ten pomysł, wrócimy do niego, kiedy będziemy mieć moce przerobowe.

Jacek: Joanna jest największym killerem moich pomysłów [śmiech].

Joanna: To nie tak, że ja je killuję, ja dbam o ich realność [śmiech].

WPM: Jesteś głosem rozsądku w tym duecie?

Joanna: Tak, a Jacek jest wizjonerem.

Jacek: To prawda. Joanna nie killuje moich pomysłów, bo są złe, tylko wie, że nie mamy na wszystko czasu. Czasem chcę zrobić za dużo w danym momencie. A tak się nie da.

Joanna: Najpierw zaczęłam mówić do Jacka — dawaj realne terminy. Jacek chciał wszystkim pomóc, mówił — ok, zrobię to na jutro. Nie da się zrobić wszystkiego na jutro, można dać termin za tydzień — wykonać zadanie po czterech dniach i jest super, bo dzięki temu nikt nie powie, że jesteś nieterminowy.

WPM: Jak Ty Joanna się przedstawiasz? Jak Jacek Ty przedstawiasz Joannę?

Jacek: Mówię — to jest Joanna Kotarbińska i z nią załatwi pan/pani wszystkie sprawy.

Joanna: Kiedyś się przedstawiałam — Joanna, żona Jacka.Od razu się pozycjonowałam. Kiedy ludzie pytają, czym się zajmuję, odpowiadam, że marketingiem i że jestem menedżerem. Jak dopytują dalej — to mówię, że menedżerem mojego męża. Jak dopytują — kim jest mąż— mówię Jacek Kotarbiński.Reakcja jest taka: Ojej, to pani?! Albo jak ostatnio, kiedy poprosiłam o dedykację w książce, którą chciałam podarować Jackowi. Autor książki westchnął — Ojej, dla guru marketingu, co ja mam napisać?! Znowu wyszło, że jestem żoną guru marketingu [śmiech]. Wtedy mówię, że jestem oddzielnym tworem. Przez jakiś czas to był dla mnie temat do przepracowania. Czasem się ludzie pytają — to czym zajmuje się twój mąż? Mówię wtedy jak się nazywa i faktycznie temat jest zamknięty.

Jacek: Bosz … jak to zabrzmiało… [śmiech]

Joanna: Jacek nie przyjmuje do wiadomości, że takie rzeczy się dzieją. A tak bywa, kiedy jestem na różnych spotkaniach czy konferencjach, gdzie bywam też sama, nie tylko z Jackiem.

WPM: Macie do siebie nielimitowany dostęp — są tego plusy, ale może także np. zmęczenie materiału…?

Jacek: Nie znudziłem się swoją żoną po 30-stu latach znajomości.

Joanna: My codziennie przed snem chodzimy na spacer i gadamy.

Jacek: I razem morsujemy.

WPM: Co jest tajemnicą Twojego skutecznego menedżerowania Jackowi?

Joanna: Zawsze mu coś miłego, motywującego napiszę przed wystąpieniem.

Jacek: Puszcza mi Rocky’ego. To mój ulubiony utwór.

Joanna: Zawsze staram się go wyizolować od spraw, którymi w danym momencie, na przykład przed ważnym wystąpieniem, nie musi się zajmować. Oboje jesteśmy pozytywni i uśmiechnięci. Taką mamy naturę. Staramy się korzystnie oddziaływać na ludzi.

Jacek: Dalajlama mówił, że jak jest jakiś problem, który można rozwiązać, to nie ma się czym martwić. A jak problemu nie można rozwiązać, to martwić się nie ma sensu.

WPM: Powiedzieliście, że Wasze prywatne życie nie łączy się z pracą. Czy jakieś zasady sobie wprowadziliście, które ułatwiają Wam pracę?

Joanna: Z zasady nie lubimy być w sporze. Jak coś się dzieje, to nie mogę być w zawieszeniu. Zawsze mówię: jak mnie kochasz, to przecież nie możesz się do mnie nie odzywać.Dla mnie obrażanie się jest szantażem w związku.

Jacek: Związek to emocje. Jeżeli ludzie są świadomi tych emocji i mają do siebie szacunek, to mogą razem wszystko. Nam zawsze zależało na tym, żeby któreś z nas nie tłumiło drugiej osoby. Żeby nie było sytuacji, że ja rządzę, czy Joanna rządzi. Joanna też nie podzieli się ze mną złą wiadomością, jeśli wie, że zaraz mam ważne wystąpienie i na sali pięćset osób. Wie, że dzień, dwa przed ważnym projektem lub wydarzeniem jestem podminowany, bardziej wrażliwy na spinki i trudniejsze sytuacje. Cały czas mój mózg pracuje na wysokich obrotach. Joanna zapewnia komfort psychiczny, mogę się wyciszyć i skupić na tym, co mam do zrobienia.

WPM: Jesteście bardzo dostrojeni.

Joanna: Nawet rozmawiam z Jackiem, żeby mi obiecał, że jeśli by nam się życie potoczyło tak, że nie bylibyśmy w stanie żyć jako para, to nadal chcę z nim działać. Może byłoby mi trudno przez jakiś czas, ale Jacek jest moim przyjacielem i świetnie mi się z nim pracuje.

WPM: Macie poczucie wspólnego umysłu?

Jacek: Po 30 latach wspólnego życia łapiesz się na tym, że ty zaczynasz zdanie, a druga osoba je kończy. Może to brzmi mistycznie, ale my to znamy z autopsji. To nie jest nudne. Cały czas mamy ze sobą o czym rozmawiać i nie nudzimy się ze sobą.

Joanna: Jestem od detali, Jacek od big picture [śmiech].

Jacek: Ja się gubię w szczegółach. Daty mogę pomylić [śmiech].

Joanna: Ja mówię, żeby zmienił czcionkę w prezentacji i poprawił interlinię w slajdzie [śmiech], bo wszystko jest ważne.

WPM: Macie duety, które podziwiacie?

Joanna: Obamowie.

Jacek: Jak najbardziej. Mimo że znamy ich medialny wizerunek i tylko to, co zarejestrowały kamery czy napisali biografowie. Nie jesteśmy w stanie ocenić, jak jest z nimi naprawdę. Z polskiego otoczenia możemy wymienić pary, które znamy i lubimy — Michała Broniatowskiego i Kasię Lengren, Marcina Mellera i Anię Dziewit-Meller czy Dorotę Zawadzką i Roberta Myślińskiego. Super pary!

Zobacz jeszcze:
INSTAGRAM