WOMENOMICS DAILY NEWS
womenomics
13. Grudnia 2018

Sprawcza moc baśni dla dorosłych

Renata Rusnak, pisarka, blogerka, tłumaczka literatury ukraińskiej.

Odkąd wydałam swoją baśń dla dorosłych, „Sto siedemdziesiątą pierwszą podróż Bazylii von Wilchek”, często jestem pytana, o co chodzi z tym rzadkim gatunkiem literackim. Odpowiedź jest całkiem prosta - wraz z rozwojem psychologii, zapomnieliśmy o tym, że baśnie pierwotnie były dedykowane dorosłym, lub towarzyszyły dzieciom/nastolatkom w okresie transformacji w dorosłość. Uczyły pożytecznych zachowań i przygotowywały do stawiania czoła przeciwnościom.

Obecnie wszystkie najwartościowsze baśnie zostały złagodzone i dopasowane do współczesnego wyobrażenia o tym, co dobre dla naszych pociech. Ale czy rzeczywiście dobre? Psychoanalitycy, za Bruno Bettelheimem, wskazują na terapeutyczną funkcję baśni. Podstawą ich oddziaływania na psychikę, jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem, którego czyny skłaniają nas do podjęcia własnej aktywności i dokonywania zmian w życiu.

Baśnie konfrontują nas z wewnętrznymi problemami, pomagają w ich rozpoznaniu i podają metaforyczne sposoby radzenia sobie z nimi. Oparte o najważniejsze archetypy, nadają życiu głębszy sens, otwierają nas na przyrodę i uczą szacunku do niej. Oraz – co dla mnie jasne jak słońce – z powodu sprawczej mocy swoich archetypicznych bohaterów, baśnie sprawiają nam wielką przyjemność.

Wiele i wielu z nas w dorosłym, zabieganym życiu zapomina o swoich wewnętrznych krainach, marzeniach i pragnieniach z dzieciństwa. Dopiero gdy na świat przywita własne dzieci, ukradkiem i na wyrywki wraca do pięknych, poruszających historii. Co jednak podkreśla się w psychologii, baśń musi wyrażać konkretną stratę i ból, żeby mogła spełnić swoją funkcję terapeutyczną lub poznawczą. Powinna zawierać „dorosłe” przeciwności losu, które ów bohater pokona, podejmując określone działania.

I tutaj dochodzimy do clue– najbardziej pomocna, motywująca i przekształcająca (a jednocześnie przynosząca poczucie satysfakcji sprawczej) będzie baśń, zawierająca „dorosłe” elementy. Dlatego, kierując „Sto siedemdziesiątą pierwszą podróż Bazylii von Wilchek” do dorosłych kobiet, czułam się podekscytowana. Stały przede mną intelektualne wyzwania, które musiałabym pominąć, gdybym tę samą historię chciała napisać w wygładzony sposób dla dzieci czy nastolatków.

Nie lubię uproszczeń, dlatego obie moje bohaterki, zarówno pięćdziesięcioletnią, dojrzałą, spełnioną i samoświadomą Bazylię, jak i piętnastoletnią, poszukującą siebie i swojego miejsca w świecie Polę, skonfrontowałam z ich traumami. Skłoniłam je do podjęcia aktywności, przeciwstawienia się złu i działania wtedy, gdy trzeba. Obie musiały uświadomić sobie permanentność straty, pogodzić się z tym, co nieodwracalne i dokończyć proces żałoby, by możliwe było ich odrodzenie się na nowo.

Formuła baśni wyrasta z moich osobistych doświadczeń. Byłam małym dzieckiem, kiedy babka opowiadała nam pozornie okrutne, w rzeczywistości przepełnione mądrością „bajeczki”. Miała inną na każdą okazję. Utkwiły we mnie głęboko, całe życie pomagały podejmować słuszne decyzje, by wreszcie, w przetransformowanej przeze mnie formie, przelały się na kartki baśni dla dorosłych. Polecam, nawet jeśli czytanie dorosłych bajeczek wydaje się nieco ryzykownym eksperymentem. Szczypta magii przyjemnie dopełni rozkosz zapadnięcia się w wygodnym fotelu z lampką wina lub kubkiem pachnącej herbaty. Od czasu do czasu warto podarować sobie odrobinę dzieciństwa.

Renata Rusnak jest autorką książki pt. Sto siedemdziesiąta pierwsza podróż Bazylii von Wilchek -to współczesna baśń dla kobiet, które szukają siebie. Poniżej prezentujemy jej fragment.

Niespieszność, Ilustracja pochodzi z książki Sto siedemdziesiąta pierwsza podróż Bazylii von Wilchek

DrzewoMiałam z pięć lat, kiedy zgubiłam się w pradawnej puszczy… – zaczęła i przerwała, ale Pola wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami. - Kierowała mną taka ciekawość, że szłam coraz głębiej i głębiej w puszczę. To było silniejsze od wszystkiego, nawet od strachu. Wcale się zresztą nie czułam zgubiona. Chyba raczej opuszczona – na tyle, że zaraz po powrocie przytyłam z pięć kilo. Przyroda była taka tajemnicza i pociągająca. A potem skądś pojawił się pięknie śpiewający ptaszek. Nie mam pojęcia, co to było, nigdy podobnego nie spotkałam. Przefruwał z gałęzi na gałąź, czekając na mnie i prowadząc w samo serce puszczy. To tam po raz pierwszy spotkałam swoją Towarzyszkę. Siedziała pod Drzewem-Matką Puszczy i czekała na mnie. To musiało być nasze totemowe zwierzę. Od razu ją poznałam.

Bazylia przerwała, uśmiechając się ciepło do swojego wspomnienia. Spędziła tę noc ułożona do snu w ogromnych korzeniach tysiącletniego Drzewa-Matki, jak w kołysce. Wtuliła się w ciepłe futro Wilczycy, wdychając jej kojący zapach.

– To było tak, jakbym spotkała swoją prawdziwą matkę albo starszą siostrę. Sięgałam jej głową ledwie do barku, taka była ogromna. Choć przy Matce Puszczy obie byłyśmy jak mróweczki. Zasnęłam, a rano Wilczyca odprowadziła mnie do domu.

To wtedy Bazylia po raz pierwszy doświadczyła magii, stopiła się z nią, przyjęła ją w siebie. Już jako osoba dorosła zrozumiała, że kiedy się „zgubiła”, tak naprawdę wyruszyła po to, aby odkryć siłę swojego instynktu, nauczyć się go słuchać. Serce puszczy ciągnęło ją i przyzywało głosem, którego Ryszard nie słyszał – lub udawał, że nie słyszy. Nigdy więcej nie czuła się tak bezgranicznie spokojna i tak bezpieczna jak wtedy, gdy rytm jej serca zrównał się z rytmem puszczy, gdy słuchała opowieści Drzewa-Matki o początku świata i gdy wędrowała przez las, ufnie opierając rękę na boku swojej wilczej siostry. Ilekroć później traciła poczucie bezpieczeństwa, przywoływała wspomnienie tamtej nocy. Czerpała z niego siłę, jakby włókna jej ciała na stałe złączyły się z włóknami Drzewa-Matki i Wilczycy. Tego odczucia nikt nie był w stanie jej odebrać.

Zobacz jeszcze:
INSTAGRAM