WOMENOMICS DAILY NEWS
Temat miesiąca
13. Grudnia 2018

Ich magazyn jest jak kiedyś “Sztuka kochania”. Poznajcie G’rls ROOM.

""

WPM: Magazyn „G’rls ROOM” zadebiutował dokładnie dwa lata temu – z przekazem: Oddajemy głos kobietom oraz wszystkim, którym równe prawa i tolerancja nie są obce. Jakie macie refleksje po tych dwóch latach?

Paulina: Na rynek weszłyśmy bez większego doświadczenia w prasie, ale z pozytywnym nastawieniem. Przez te dwa lata wyklarowała się nasza grupa docelowa, zaszło wiele zmian społecznych i okazało się, że wstrzeliłyśmy się w dobry czas z naszym projektem. Zagospodarowałyśmy lukę i trafiłyśmy w realną potrzebę. Czytelniczki szukały rzetelnej wiedzy w tematach związanych z seksualnością, ciałem, kobiecością, ale niekoniecznie podanej z dystansu eksperta np. profesora, mężczyzny. My im to dałyśmy –mówimy o dziewczyńskich sprawach jak przyjaciółka do przyjaciółki.

Ola: Z jednej strony mamy przygotowanie dziennikarskie i podchodzimy do naszej pracy profesjonalnie. Zasięgamy opinii ekspertów, sprawdzamy rzetelność faktów. Z drugiej strony sposób, w jaki piszemy, jest ciepły, serdeczny. Nie wymądrzamy się, nie narzucamy swojego zdania.

Paulina: Dałyśmy też głos naszym czytelniczkom. To, że mogą się podzielić swoimi doświadczeniami, poradzić sobie nawzajem, to było coś, co zaskoczyło. Niby są np. grupy na Facebooku, gdzie tworzą się kobiece kręgi,ale okazało się, że formuła listu do redakcji, która kiedyś była bardzo popularna, dziś wciąż ma rację bytu. Już w pierwszym numerze zachęcałyśmy– piszcie do nas, co spotkało się ze sporym odzewem. Poszłyśmy za tym, zachęcając do szerszej dyskusji na tematy, które poruszałyśmy na łamach magazynu.

Ola: Przez te dwa lata nie wprowadziłyśmy drastycznych zmian. Przechodzimy raczejnaturalnąewolucję z numeru na numer, która obejmuje zmianę szaty graficznej, eksperymentowanie z nowymi formami, ale też z tematami. W ostatnim numerze wyraźniej zwróciłyśmy się w stronę erotyczną. Wcześniej po kolei przerabiałyśmy poszczególne tematy, którymi były zainteresowane same czytelniczki i prosiły o napisanie np. o inicjacji seksualnej czyokresie. Sukcesywnie idziemy coraz dalej. Magazyn dojrzewa z nami i czytelniczkami, co zauważyła Magda, która dziś wspiera nas w realizacji strategii rozwoju, a wcześniej znała nas jako czytelniczka.

WPM: My Was postrzegamy jako taki mocny głos w edukacji seksualnej. I to jest Wasz błękitny ocean. Wśród waszych czytelniczek są osoby 30+, ale są też nastolatki.

Paulina: Celowałyśmy w grupę dziewczyn w naszym wieku, czyli 25+, bo naturalnie czujemy się w niej swobodnie. Ale przekrój wieku naszych czytelniczek okazał się bardzo szeroki. Począwszy od 14- czy 15-latek, które zaczynają wchodzić w okres dojrzewania, budzi się ich seksualność, zmienia ciało, aż po starsze kobiety 60+. Największa i najbardziej zaangażowana jest grupa 25+, ale generalnie widać, że kobiety w każdym wieku potrzebują tematów okołoseksualnych i poczucia wspólnoty.

WPM: W naszych czasach czytało się „Bravo”, ale ichniejszy poziom i przekaz o seksie pozostawiał wiele do życzenia… „Bravo” niedawno zresztą zniknęło z rynku. Jest „G’rls ROOM”. Czy to efekt tego, że współczesna młodzież szuka czegoś innego?

Magda: Ja, jako przedstawicielka pokolenia 20+, mogę powiedzieć, że dorastając, czerpałam wiedzę o seksualności przede wszystkim z internetu, gdzie informacji jest dużo, ale nie wiadomo, którym źródłom można faktycznie zaufać. Więc z mojej perspektywy była potrzeba takiego miejsca, gdzie wszystko będzie uporządkowane i sprawdzone. Bodźców jest bardzo dużo, o seksualności mówi się wszędzie, ale nastolatkowi czy nastolatce ciężko jest przefiltrować na własną rękę te informacje, a tym bardziej nie pozwolić toksycznym ideałom wpłynąć na definiowanie własnej wartości.

Matylda: Powszechny dostęp do internetu określił również moje i moich koleżanek podejście do tematu seksualności. Nasi koledzy korzystali z dostępnej w sieci pornografii. Utarło się, że pornografię oglądają zboczeni chłopcy, więc my do niej nie mogłyśmy zaglądać. To było jakby odgórnie obrzydliwe i zakazane dla nas. Ważne więc, że w naszym magazynie odkrywamy seksualność dla dziewczyn, które jeszcze się boją tego tematu i uważają, że nie mogą o nim myśleć ani mówić. Według mnie tworzymy bezpieczną przestrzeń, umożliwiającą przełamanie lęków.

WPM: Mówiąc wprost - zdejmujecie z seksualności piętno grzechu.

Paulina: Zdecydowanie. A przecież zdrowie seksualne jest składową zdrowia w ogóle, to są normalne tematy, część życia. Chciałybyśmy, żeby to w końcu utrwaliło się w powszechnym myśleniu.

Gosia: Ja mam takie wrażenie, że z numeru na numer nasze czytelniczki stają się bardziej śmiałe, odważne. Chcą, żebyśmy czytały wiadomości od nich. Wchodzą z nami w konwersacje. To jest dla nich ważne, że mogły zrzucić ciężar zwłaszcza swoich trudnych historii, ale i tych pozytywnych, o których nie mają za bardzo z kim porozmawiać. Czują się z nami bezpiecznie i swobodnie.

Ola: Zauważyłyśmy, że są tematy – takie zdawałoby się podstawowe jak okres czy inicjacja seksualna – które są przez niektóre kobiety nieprzepracowane. Ciągną się za nimi traumatyczne przeżycia, o których nie mogły z nikim w otoczeniu porozmawiać. To są różne historie i jeśli je przytaczamy, to wyłącznie za zgodą autorek i zwykle anonimowo. Społeczność zgromadzona wokół „G’rls” jest przyjaźnie nastawiona, daje poczucie bezpieczeństwa, co sprzyja temu, że ktoś może w takim otoczeniu się otworzyć i przerobić swoje doświadczenia.

WPM: Dźwigacie ciężar trudnych historii, bo nie zawsze są to historie o pozytywnej seksualności?

Matylda: Pamiętam, jak czytałam listy od czytelniczek w ramach akcji „Pierwszy raz”. To było dla mnie bardzo ciężkie. Owszem, niektóre historie były frywolne z wątkami magicznych momentów, ale niektóre były ekstremalnie trudne... I ja siedziałam przed komputerem z poczuciem, że nie mogę takiej dziewczyny zostawić bez odpowiedzi albo odpisać jej krótko hej, dzięki za wiadomość. Czułam, że muszę dać wsparcie, jednocześnie wiedząc, że to wsparcie niewiele jej w tym momencie da. To doświadczenie uświadomiło mi, że ciałopozytywność, która jest tu między nami w redakcji, nie jest powszechna, że są w dziewczynach bolesne kwestie.

WPM: Czytają Was osoby spoza dużych miast?

Gosia: Tak! Również spoza Polski. Poczta pantoflowa działa.

WPM: Jesteście taką współczesną „Sztuką kochania” Wisłockiej?

Gosia: Bardzo możliwe. Na pewno z numeru na numer dowiaduje się o nas więcej osób. Widzimy, jak sięgają po numery archiwalne w naszym e-sklepie. Idzie to w dobrą stronę.

WPM: Zwiększyłyście nakład?

Ola: Nakład mamy wciąż ten sam, ale on się szybciej wyprzedaje. Siódmy numer w naszym sklepie wyprzedał się w niecały miesiąc. Do tej pory tak szybko to się nie zdarzyło. Zawsze zostawiamy archiwalne numery w sprzedaży, żeby mogły po nie sięgnąć nowe osoby. A gdy się wyprzedadzą, sprzedajemy magazyn w wersji elektronicznej, co wiąże się też z naszą świadomością ekonomiczno-ekologiczną.

WPM: 5 % kobiet w Polsce mówi: tak, jestem feministką. Wy się określacie jako magazyn feministyczny. Jak Wam się funkcjonuje w kraju, gdzie słowo na f wciąż ciężko przechodzi przez usta?

Matylda: Zdecydowanie pokutuje u nas przekonanie, że feministka to ta, co nie goli nóg, nienawidzi mężczyzn, jest agresywna i abortowałaby wszystkie dzieci na świecie. Tyle kontrowersji w jednej personie! Naszym zadaniem jest odzyskanie tego słowa, tak jak to się stało ze słowem gej czy cipka. Ciekawie jest, jak się wyjedzie poza Warszawę i w mniejszych miastach zacznie rozmowę o feminizmie. Ostatnio na obiedzie rodzinnym, po tym jak już wyszło, że jestem wegetarianką, lubię podróżować, na koniec moja mama rzuciła do mojego konserwatywnego wujka – a w ogóle to Matylda jest feministką. Ludzie się boją konfrontacji z reakcją innych po tym jak powiedzą, że są feministą lub feministką.

Paulina: Boimy się rozmawiać na takie tematy, ale milczenie nie zmienia rzeczywistości, a utrwala stereotypy. My świadomie określiłyśmy magazyn jako feministyczno–erotyczny. To dwa filary najbardziej dla nas istotne. Moje bio zawsze zaczyna się od słowa feministka. Najpierw chcę powiedzieć o swojej postawie życiowej i poglądach. Nie zawsze tak miałam. Jak szłam na studia, to nie byłam pewna, czy wypada o tym mówić. Nie było jeszcze tak otwartej debaty o feminizmie. O feministycznych kwestiach dowiadywałam z „Wysokich Obcasów”, a nie ze szkoły. Zresztą w szkole mało uczymy się o kobietach i ich wkładzie w historię.

Ola: Chciałyśmy więc odczarować to sformułowanie i pokazać jak je rozumiemy. Raczej nie spotkałyśmy się z krytyką z tego powodu. Wręcz przeciwnie, np. katolicka blogerka napisała nam, że magazyn jest super, a myślała, że jej się nie spodoba.

Magda: Ja obserwuję wręcz jak w moim środowisku osoby wychowane w konserwatywnym stylu zachwycają się magazynem i zrobiłyby wszystko, żeby jakoś przyczynić się do jego powstawania.

Gosia: Jak teraz myślę o tym, kto się obawia tego określenia, to bardziej reklamodawcy niż czytelniczki i czytelnicy.

WPM: Jakie branże mają z tym problem?

Ola: Różne.

Paulina: Ale to się zmienia. Pracujemy z podmiotami, które wyznają wartości podobne jak my. Kooperujemy raczej z mniejszymi markami. W korporacjach widzimy, że wciąż przede wszystkim liczą się słupki i jest obawa o wizerunek, o to, jak zareagują klienci.

Ola: Pamiętam, jak chciałyśmy zrobić w metrze reklamę outdoorową piątego numeru. To był numer z komiksową okładką, której firma sprzedająca powierzchnię nie widziała, ale jak usłyszała, że chce się reklamować magazyn erotyczno-feministyczny, to od razu byli na nie. Jednak już problemu z reklamą bielizny nie mają.

WPM: Co Wam przez te dwa lata o Polkach powiedziały Wasze czytelniczki?

Paulina: Że są coraz bardziej otwarte, co jest zachwycające.

Magda: Nie wstydzą się, chcą dzielić się swoimi doświadczeniami i uważnie słuchać innych.

Paulina: Cieszą się z naszych akcji, które są dla nich bodźcem do refleksji. Wszyscy uprawiamy seks, ale nie wszyscy o tym rozmawiamy. Nie zastanawiamy się, czy to moje życie seksualne mi się to podoba, a może chciałabym czegoś innego? Poza tym Polki potrzebują wspólnoty: chcą się dzielić doświadczeniami i mieć poczucie, że nie są same. To jest takie siostrzeństwo, ale też warto wspomnieć o dziewczyństwie – niezależnie, czy mamy 15, 30 czy 50 lat, czujemy w sobie energię, taki girlpower. Dziewczyńskość nie jest poza tym postrzegana stereotypowo w przeciwieństwie do kobiecości, choć i tę kategorię można według nas odzyskać.

Gosia: Dziewczyny też bardzo doceniają naszą pracę. Są wdzięczne, że wydajemy magazyn. Pytają, kiedy będziemy w Gdańsku czy w Krakowie, zapraszają nas na różne spotkania. Wydaje mi się czasami, że jakbyśmy wychodziły na ulicę z napisem „G’rls Room”, to otoczyłby nas tłum dziewczyn. A my nie jesteśmy na świeczniku, nie afiszujemy się w social mediach. Treść i magazyn są na pierwszym miejscu. Czytelniczki dają nam też kopa, żeby dalej wydawać pomimo różnych trudności.

WPM: Jakie macie trudności?

Ola: Generalnie prowadzenie niezależnego wydawnictwa to nie jest droga usłana różami. Jeżeli ma się duży budżet na początek i można zainwestować np.w reklamę, mimo iż nie jest to gwarantem sukcesu, to jest łatwiejsze niż robienie wszystkiego z niewielkimi nakładami finansowymi. My rozwijamy się organicznie, z numeru na numer mamy więcej czytelniczek i czytelników, rośniemy. Miałyśmy może ze dwa posty sponsorowane na Facebooku. Wszystko rozkręciło się w zasadzie samo.

WPM: Jesteście obecne w krwiobiegu dziewczyńskiego plemienia. Macie na swoim koncie też różne kolaboracje z partnerami.

 

Gosia: Nasz magazyn ma wartość kolekcjonerską. Treści w nim są aktualne na lata. Z wydania na wydanie przestałyśmy się bać tego, jak ten magazyn będzie odebrany. Jesteśmy swobodne w projektowaniu i dobieraniu treści. To jest też naszą siłą. Nie jesteśmy kalką innych magazynów z zagranicznych rynków.

WPM: Zostańmy przy innych magazynach zatem. Jakie tendencje w mediach obserwujecie? Co was irytuje, co niepokoi, co cieszy?

Gosia : Zauważamy, że coraz bardziej szanowany jest papier tzw. ecco book niepowlekany, naturalny. Polski rynek nie boi się formatu innego niż A4, nie boi się, że nie ma reklam jak w „non/ficton”. Myślę, że możemy powiedzieć, że wstrzeliłyśmy się w rozwijający się trend budowania fajnej estetyki pism niszowych w Polsce.

Paulina: Mnie irytuje pewien rozdźwięk. Zagranicą mainstreamowe, luksusowe tytuły kierowane do kobiet piszą o feminizmie, o ważnych akcjach, starając się jednocześnie cały magazyn utrzymać na tej nowej ścieżce. W Polsce panuje hipokryzja. Feminizm czy ciałopozytywność są modne – to coś napiszemy. Ale trzy strony dalej jest zdjęcie modelki obrobione w Photoshopie, reklama zabiegów wyszczuplających, teksty rodem z „Bravo”, np. Po czym poznać, że mu się podobasz? Świat poszedł do przodu, te tytuły za granicą poszły z duchem czasu, w Polsce nadal nie.

WPM: Solidarność – ważny temat. W Waszym pierwszym komunikacie prasowympodkreślałyście, że chcecie wspierać kobiety i solidarność kobiecą. Ile tej solidarności doświadczyłyście przez dwa lata Waszej aktywności?

Paulina: Dużo! Sama zbiórka crowdfundingowa w wakacje tamtego roku pokazała, że zarówno czytelniczki, jak i czytelnicy stanęli za nami murem. Pomimo że byłyśmy dopiero po trzech numerach, dali nam znak, że nie wyobrażają sobie, żeby nas nie było. Każdy się dorzucał, ile mógł, przesyłał nam różne pomysły.

Ola: Cieszymy się, że inne media niezależne, które opierają się na podobnychjak my wartościach np. odnośnie jakości treści, świadomości społecznej, trzymają się razem. Wydając pierwszy numer, zastanawiałyśmy się, czy nie zostaniemy potraktowane jako konkurencja. Zostałyśmy przyjęte z otwartymi ramionami, zarówno przez takie magazyny jak „Zwykłe Życie”, jak i przez „Wysokie Obcasy”. Z oboma tytułami robiłyśmy wspólne akcje. Pozytywne głosy dostajemy nie tylko ze strony wydawnictw, ale też od szeroko pojętej branży –organizacji, dystrybutorów filmowych, stowarzyszeń, różnych marek, które chcą z nami pracować, mówią nam:fajnie, że jesteście. Nie spodziewałyśmy się aż tak dużego pozytywnego odzewu.

WPM: To na koniec - jakie macie plany na 2019 rok?

Magda: Bardzo chciałybyśmy wyjść poza Polskę, bo widzimy też lukę na rynku międzynarodowym, która potrzebuje wypełnienia. Wiąże się to z ogromem pracy pod kątem strategicznym, biznesowym, a na projekcie i dystrybucji kończąc.

Ola: Mamy też pomysły na produkty, które pojawią się u nas w sklepie. Niedługo będziemy mieć w sprzedaży majtki szyte w szwalni w Polsce. Są też nowe projekty wydawnicze, o których jeszcze nie chcemy mówić, ale przede wszystkim magazyn jest trzonem naszej działalności.

Zobacz jeszcze:
INSTAGRAM